cassandra blog

Twój nowy blog

Lazania

4 komentarzy

Siedzieli nad lazanią i nie bardzo wiedzieli co z nią zrobić. Najchętniej wytarzaliby się w niej. Nie mogli tego jednak zrobić, ponieważ matka za wszelką cenę usiłowała przedłużyć swoją wizytę i podtrzymać konwersację.

 

- Jak długo się znacie?

- Szczerze? Jakieś czterdzieści minut…

- I chcieliście pójść ze sobą do łóżka?!

- Skoro mama wspomniała, to nadal chcemy, więc mama pozwoli… bardzo dziękujemy za pyszny obiad…

 

Marek prawie wypchnął starszą panią za drzwi. Napięcie jakie towarzyszyło im od momentu przekroczenia progu domu teraz niemalże można było kroić nożem. Zrobiło się odrobinę niezręcznie.

 

- Może lazanii…?

- Mam gdzieś lazanię…

 

Jego dłonie łakomie zaczęły błądzić po jej ciele w poszukiwaniu guzików, zamków i innych zapięć, które jeszcze można by rozpiąć. Kochali się zachłannie. Bez jakiegokolwiek skrępowania. Cassandrę wręcz przerażało jej wyuzdanie. Jeszcze jej się nigdy coś takiego nie zdarzyło. Nie miała w zwyczaju wskakiwać każdemu ledwie poznanemu facetowi do łóżka. Nie wiedziała, że można czuć coś takiego. Marek nie był jej pierwszym kochankiem, ale taki seks zdarzył jej się pierwszy raz. Kochali się wszędzie. Na stole w kuchni, na podłodze w przedpokoju, na fotelu, na krześle. Zaspokoili swój apetyt leżąc na kanapie w jednym z pokoi.

 

Wtedy dopiero Cassandra pomyślała, że zachowała się jak dziwka. I miała to gdzieś. Marek zapalił papierosa. Kilka razy się zaciągnęła i zakręciło jej się w głowie. Nie paliła już szmat czasu. Wolała odłożyć papierosa. Zrobiła się bardzo senna. I głodna. Wściekle głodna. Kiedy zaburczało jej w brzuchu Marek zapytał

 

- Może przeprosimy lazanię?

- Bardzo chętnie…

 

Poszli do kuchni. Kiedy Marek w obcisłych dżinsach podgrzewał posiłek Cassandra owinięta prześcieradłem usadowiła się na krześle.

 

- Marek, bo wiesz, chciałam ci powiedzieć… chciałam ci wytłumaczyć, że ja nie… no wiesz, nie zawsze tak…

- Ja też nie. Lubisz przysmażone?

- Mocno.

- Jak się nazywasz?

- Cassandrowska. A ty?

- Marecki. Jest wizytówka na drzwiach.

- Jakoś nie bardzo ją zauważyłam…

 

Roześmiał się rubasznym śmiechem. Wtedy Cassandra straciła humor. Chyba sknociła wszystko. Znowu. Wszystko na odwrót. Nie tak miało być. O czym teraz będą rozmawiać, skoro już zdążyli się ze sobą przespać? Marek nie będzie musiał jej zdobywać i się nią znudzi i wykopie. Dostał to co chciał. W zasadzie ona też.

 

- Nie mam zamiaru kończyć znajomości, bo już się przespaliśmy.

- ???

- Tak intensywnie myślisz, że styki ci się palą. Masz wszystko wymalowane na twarzy. Jedz, bo ci ostygnie.

 

Kiedy skończyli jeść poszli do sypialni. Dokończyli rozmowę rozpoczętą na spacerze. Wtuliła się w jego ramię. W tym czasie Marek bezmyślnie wodził palcami po jej plecach. Uwielbiała to jak kot. Chwilę później zasnęła snem sprawiedliwego.

Randka

4 komentarzy

Cassandra nie miała już 20 lat i doskonale wiedziała jak ten świat się kręci. Nikogo za to nie winiła. Szła na to spotkanie z odrobiną niedowierzania i strachu. Umówiła się. Pierwszy raz od miliarda lat. Samotność doskwierała jej tak bardzo, że zdecydowała się nawet na zamieszczenie swojego zdjęcia na jednym z portali randkowych. Zawsze tego unikała jak ognia, bo bała się, że ktoś może ją rozpoznać i wyśmiać. Więc jak wcześniej wspomniałam umówiła się. Na prawdziwą, najprawdziwszą randkę. Ubrała się raczej na luzie, ale z odrobiną wysublimowanego erotyzmu. Kiedy dochodziła do miejsca, w którym się umówili strach prawie ją sparaliżował. Szła coraz wolniej. Nie chciała być pierwsza. Wyglądałoby to, że jest strasznie zdesperowana, a tego wolałaby uniknąć.  

Facet, który zaproponował jej spotkanie był ucieleśnieniem jej fantazji erotycznych. Oczywiście nie powiedziała mu o tym. Miała cichą nadzieję, że pierwowzór okaże się choć odrobinę podobny do zdjęcia. Zobaczyła go z daleka. Nie sposób było go przeoczyć. Mierzył ponad metr dziewięćdziesiąt, a za muskularnym ciałem nawet mężatki się oglądały. 
 

- Chryste, jak on mnie zobaczy, to stwierdzi, że to chyba nieporozumienie i odwoła randkę, albo uda, że to nie on – pomyślała.
 

Ostatni raz poprawiła włosy. Niesforne loki żyły własnym życiem i absolutnie nie chciały jej słuchać i się podporządkować. Poczuła jak stróżka potu spływa jej po plecach, a buty na wysokim obcasie uwierają. Wtedy na nią spojrzał. Zrobiło jej się gorąco. Bardzo gorąco. Serce niemalże stanęło z emocji. Motyle w jej brzuchu zatrzepotały skrzydłami. Uśmiechnął się. Podszedł i … cmoknął ją w czoło. A jej się zdawało, że lwy na schodach opery zaryczały.
 

Zaprosił ją na spacer. Popatrzyła na swoje buty na bardzo wysokim obcasie, ale co miała zrobić? Zgodziła się. Rozmowa nie bardzo im się kleiła. Dowiedziała się tylko, że pod jego pseudonimem kryło się imię Marek, i że jest zawodowym kierowcą. Oboje byli skrępowani. Cassandra nie mogła skupić się na rozmowie. Rozpraszały ją bąble na jej stopach i opięte dżinsami pośladki Marka. W pewnej chwili Marek wskazał na pobliski dom.
 

- Tu mieszkam. Zapraszam cię na drinka. Bez zobowiązań i podtekstów. Słowo.
- Podteksty mile widziane – pomyślała – zobowiązania też. Chyba. 

Weszli na górę. Zapach starej kamienicy. Drewniane schody tłumiące kroki. Wielkie drzwi wejściowe. Wielki klucz, skrzypienie zawiasów niczym w horrorze. Ledwie zamknęły się za nimi drzwi, poczuła dziwny zapach. Przyjemny, kojarzący się raczej z restauracją, nie mieszkaniem. 
 

Pożądanie odbierało jej mowę. Wiedziała, że nie powinna tego czuć. Ale czuła. Nie była pruderyjna, była jedynie świadoma czego oczekuje się od roli kobiety w społeczeństwie. Powinna więc myśleć raczej o kolacji przy świecach i ewentualnie pocałunku w dłoń. Myślała o pocałunkach, ale zupełnie innych i biały materiał jaki miała na myśli nie był obrusem. Jednak nie chciała wystraszyć Marka.
 

Zamknął drzwi napierając na nią. Zatraciła się w pocałunku. Ich oddechy mieszały się ze sobą. Cała trzęsła się z emocji. Słowa nie były potrzebne.
 

- Będziemy TO robić! Za chwilę będziemy TO robić! Już TO robimy! – lotem błyskawicy przeleciało jej przez głowę.
- Sypialnia, czy łazienka? – zapytał szeptem nabrzmiałym pożądaniem.
- Sypialnia…
- Dzień dobry dzieci… cieszę się, że już jesteście… Marku może mnie przedstawisz… Zaraz będzie kolacja. 

W drzwiach kuchni z ręcznikiem w ręku stała starsza kobieta. Cassandra z jedną ręką w spodniach Marka, drugą w jego włosach, z jedną nagą piersią, poczuła się wybitnie niezręcznie. Miała ochotę wyskoczyć oknem z zażenowania.
 

- Trzeba było pozostać przy kolacji i świecach… – spostrzeżenie było bardzo na miejscu.
- M a m o? Co ty tu robisz?
- Mieszkasz z matką?
- Nie!
- Dawno cię u mnie nie było, więc sama do ciebie przyszłam. Chyba nie w porę.
- Bardzo nie w porę – powiedziane teatralnym szeptem.

Skradamy się na palcach nie chcąc nikogo urazić, a tak naprawdę ranimy samych siebie. Nie chcemy być sami zranieni, ale jakoś nam to nie wychodzi. Przeszłość ciągnie się za nami. Niby zamknęliśmy już drzwi do tego co było, ale nie potrafimy zapomnieć. Żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie ciążą nad nami najróżniejsze ograniczenia mówiące nam co nam wolno robić, a czego nie. Kto się nie podporządkuje zostaje skazany na ostracyzm. Będąc człowiekiem tak bardzo samotnym robimy wszystko by nas nie odtrącono. Już nigdy. Wolimy zaryzykować wyśmianie i wykpienie byleby nie zostać samym.

Istnieje jeszcze fizyczność. Faceci mają o wiele łatwiej. Im wolno pożądać. Im wolno wyrywać panienki na jedną noc. Kobiecie to nie uchodzi. Kobieta, która odważyłaby się zrobić coś takiego ogłoszona zostałaby dziwką, prostytutką i najgorszą szumowiną. A nie znam kobiety samotnej czy nie, która nie miałaby swoich potrzeb. Kobieta, która zacznie się spotykać z młodszym od siebie facetem również skazana jest na obmowę. Suchej nitki nie zostawią również na takiej, która zacznie się spotykać z facetem dużo od siebie starszym. Błędne koło.


  • RSS